Szukaj na tym blogu

sobota, 19 czerwca 2010

Pewna bardzo bliska mi osoba stwierdziła, że po przeczytaniu mojego bloga zaczęła się o mnie poważnie martwić. Notabene sama wkrótce spodziewa się potomkini na świecie :) Podejrzewam więc, że negatywny wydźwięk tego co tutaj opisuję jest tym bardziej negatywny lub tak właśnie odczytywany. Nie będę prostowała, bo pod wszystkim co tutaj napisałam podpisuję się jeszcze raz obiema "ręcami" i "girami". Macierzyństwo dla kogoś kto dotychczas żył miłością własną, do partnera życiowego i wszelkich uciech życiowych jest lekcją nad lekcjami. Lekcją pokory, pokonywania egoizmu i hedonizmu własnego, lekcją cierpliwości, tolerancji czy w końcu zwyczajnie lekcją życia. Mała istota obok, która jest w 100% zależna od nas, nie przeżyje bez nas, jest przez nas i przede wszystkim przez naszą miłość i oddanie kształtowana od godziny 0, nie zna słowa urlop, day off czy nawet hour off. Trzeba więc jasno i otwarcie przyznać, że jest to kop w dupę tak wielki jak z Polski do Azerbejdżanu ...

ALE obok tego wszystkiego dziecko jest przede wszystkim tym co chyba każdy z nas w życiu poszukuje - jego sensem. I ... chyba więcej dodawać nie muszę.

A tak w ogóle to dziś jest dzień godny odnotowania :) Pierwszy raz od 13 miesięcy dostałam okres. Czuję się tak jakbym przeżywała poród Małej ponownie, tylko w skali mikro, albo trochę mikro. Jak sobie przypomnę to włos jeży mi się na głowie od nadmiaru emocji i wrażeń. Było ostroooo! To takie fizyczne doświadczenie, które jest trudno mi przyrównać do jakiegokolwiek innego z jakim było mi dotychczas się mierzyć. Taki miks bólu, strachu, wycieńczenia ale i ulgi i radości. No i jest to ten typ doświadczenia, który dany jest tylko kobietom (nawet jeżeli facet stoi obok łóżka porodowego, za czym opowiadam się całą sobą. Bez pomocy mojego M. nie dałabym rady za chuchu). Muszę jednak przyznać rację wszystkim tym, które mówią, że po czasie zapomina się o niewygodach porodu, bólu i strachu. To rzeczywiście gdzieś się materializuje w przestrzeni i przestaje straszyć w nocy. Kolejne dziecko też więc będę chciała rodzić siłami natury. Tym razem jak sądzę pójdzie 100 razy łatwiej.
Dziś jest więc przełomowy dzień. Odzyskałam siebie sprzed ciąży i chwilę po ciąży w 100%. Trzeba za to wypić :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz