Nie jest to blog, który będzie traktował o tym, że macierzyństwo to przysłowiowa "bułka z masłem". Właściwie odwrotnie - jest to blog, na którym sprzeciwiam się obiegowej opinii, że bycie mamą to coś tak naturalnego jak oddychanie. Bycia mamą trzeba się nauczyć. Jak aktor swojej roli w filmie. I bynajmniej nie jest to lekkie, łatwe i przyjemne kino familijne ...
4,5 miesiąca temu urodziła się nasza córeczka. Przed jej narodzinami w najśmielszych snach nie śniłam czym tak naprawdę jest macierzyństwo. Przekonana, że jest dokładnie tak jak to się zwykło mawiać, czyli: "macierzyństwo jest wkodowane w każdą kobietę", "to łatwizna, bo przecież to dla nas naturalne", "nic się nie stresuj będziesz doskonale wiedziała co robić" itd, itp nie specjalnie zaprzątałam sobie głowę rozważaniami jak to będzie. Będzie jak będzie. W końcu to łatwizna. Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała moje przekonania. I od razu zaznaczam, żeby nie było, kocham moją córkę nad życie i nie cofnęłabym czasu za żadną cenę. Miłości do niej jednak musiałam się uczyć. "Obsługi" jej także. W końcu kiedy wyskakuje dziecko nikt nie załącza standardowo instrukcji obsługi. Każdy dzień to była kolejna lekcja tej zupełnie dla mnie nowej roli - bycia mamą i niejednokrotnie czułam się totalnie sama i samotna w zmaganiach z nową rzeczywistością. Desperacko pragnęłam jakichś wskazówek, których z różnych przyczyn nie otrzymywałam.
Teraz 4,5 miesiąca później nadal jestem pełna obaw, znaków zapytania i często negatywnych myśli. Choć rzeczywistość jest już bardziej wyraźna i nazwana. Ma określony kształt i znajome zakamarki. Zechciałam pisać dziennik wszystkiego co mnie martwi, boli i niepokoi w macierzyństwie, ale też cieszy i wzrusza. Niejednokrotnie bywa tak, że pewnie niejednej z nas zdarza się stać nad ciemną otchłanią lecz wstydzimy się do tego przyznać, bo przecież macierzyństwo to łatwizna i coś absolutnie naturalnego dla każdej kobiety ... Może za kilka lat (miesięcy??) zajrzę tutaj i stwierdzę, że to totalne dyrdymały. Nieważne, moje dyrdymały i tak się czułam tego dnia i o tej godzinie. Mój pierwszy blog :)
4,5 miesiąca temu urodziła się nasza córeczka. Przed jej narodzinami w najśmielszych snach nie śniłam czym tak naprawdę jest macierzyństwo. Przekonana, że jest dokładnie tak jak to się zwykło mawiać, czyli: "macierzyństwo jest wkodowane w każdą kobietę", "to łatwizna, bo przecież to dla nas naturalne", "nic się nie stresuj będziesz doskonale wiedziała co robić" itd, itp nie specjalnie zaprzątałam sobie głowę rozważaniami jak to będzie. Będzie jak będzie. W końcu to łatwizna. Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała moje przekonania. I od razu zaznaczam, żeby nie było, kocham moją córkę nad życie i nie cofnęłabym czasu za żadną cenę. Miłości do niej jednak musiałam się uczyć. "Obsługi" jej także. W końcu kiedy wyskakuje dziecko nikt nie załącza standardowo instrukcji obsługi. Każdy dzień to była kolejna lekcja tej zupełnie dla mnie nowej roli - bycia mamą i niejednokrotnie czułam się totalnie sama i samotna w zmaganiach z nową rzeczywistością. Desperacko pragnęłam jakichś wskazówek, których z różnych przyczyn nie otrzymywałam.
Teraz 4,5 miesiąca później nadal jestem pełna obaw, znaków zapytania i często negatywnych myśli. Choć rzeczywistość jest już bardziej wyraźna i nazwana. Ma określony kształt i znajome zakamarki. Zechciałam pisać dziennik wszystkiego co mnie martwi, boli i niepokoi w macierzyństwie, ale też cieszy i wzrusza. Niejednokrotnie bywa tak, że pewnie niejednej z nas zdarza się stać nad ciemną otchłanią lecz wstydzimy się do tego przyznać, bo przecież macierzyństwo to łatwizna i coś absolutnie naturalnego dla każdej kobiety ... Może za kilka lat (miesięcy??) zajrzę tutaj i stwierdzę, że to totalne dyrdymały. Nieważne, moje dyrdymały i tak się czułam tego dnia i o tej godzinie. Mój pierwszy blog :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz