Szukaj na tym blogu
niedziela, 13 czerwca 2010
A moje jest takie. A moje jest siakie. A moja przybiera dokładnie 33,6 g na dzień i robi zielone kupy. A moja z kolei aż 68 g i zastaję w pieluszce zawsze idealnie żółciutkie kupy. Spotkaliśmy się dziś z naszymi znajomymi, którym w bardzo niedawnym czasie urodziły się dzieci. Właściwie to przeżywamy aktualnie baby boom. Od grudnia do połowy maja urodziła się czwórka. Jest więc idealne pole do porównań. Sama zresztą złapałam się na tym, że w myślach przyrównuję naszą Małą do pozostałych. I od razu także w myślach trzepnęłam się obuchem przez łeb, bo po co robić porównania? Każde dziecko jest inne i nie ma czegoś takiego jak model uniwersalny i wzorcowy. Każda pociecha rozwija się w swoim tempie i to jest właśnie w dzieciach najpiękniejsze. Tylko dlaczego córka M i K jest taaaka mała?? ;)) Żartuję. Koniec z porównywaniem dzieci.
Inna kwestia to porównywanie wielkości tyłków świeżo upieczonych mam ... Tutaj nie ma zmiłuj. Siłą rzeczy przyrównuję mój stan zewnętrzny do stanu wizualnego innych świeżo upieczonych. Wypadam różnie i standardowo zapamiętuje tylko to porównanie, które wypada na moją niekorzyść. Biczuję się potem pół dnia w myślach dlaczego i jakim cudem ona wygląda tak dobrze a ja jak maciora w chlewie. No i oczywiście, że obiecuję sobie potem kolejne pół dnia, że przejdę na dietę cud i za 3 miesiące będę wyglądała jak chodząca okładka Cosmopolitana. Jasne. Jakoś się to nie dzieje, bo pomimo, że w dużym pokoju stoi orbitrek, że za każdym razem kroczę przez sklep ślepo patrząc na półki ze słodkościami, to, hmmm ... brakuje samozaparcia. Właściwie chciałabym napisać cały elaborat o tym jak to niełatwo jest być mamą, jednocześnie być na superdiecie i codziennie przynajmniej 30 minut ćwiczyć. Pewnie miałabym po części dużo racji. Bo każda mama pracuje 24/7 i nie jest to praca łatwa. Jednak ... która z nas nie lubi ładnie wyglądać. A prawda jest taka, że ciąża zmienia ciało kobiety. Samej trudno poznać mi w lustrze choćby moje piersi, które zamieniły się w dwie skarpety ... Kolejna prawda jest taka, że aby odzyskać swoje ciało czeka mnie (i nie tylko mnie) "kupa" pracy (śliczna i żółciutka ;)) i żadne wymówki tego nie zmienią. I tak oczywiście psioczę na niesprawiedliwość losu, że muszę przez to wszystko przechodzić. Zdecydowanie wolałabym leżeć na kanapie, objadać się lodami czekoladowymi i wyglądać jak Kate Moss.
Dziś jest 13.06.2010. Ważę 70kg. Ciekawe ile będę ważyła za pół roku. Przeczytam ten wpis i albo uśmiechnę się do swoich myśli, albo zaleję łzami. Bez ściemy - zależy to tylko ode mnie i mojej motywacji. Pan Józio spod monopolowego tego za mnie nie zrobi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz